czwartek, 7 listopada 2013

believe



pisane z rok temu, ani ziarnka w tym prawdy :)

milej lektury :>


Z moją nogą nie było dobrze. Dostałam skierowanie do szpitala w Sopocie na kilka dni. Pojechałam z tatą. Lekarka mnie zbadała, zaprowadziła na sale i wytłumaczyła mi funkcjonowanie oddziału. Na pierwszy rzut oka wydawało się spokojnie i miło, ale jakoś wydawało mi się że nie będzie ciekawie. Po rozpakowaniu rzeczy i zapoznaniu się z dziewczynami z sali poszłam się przejść i pooglądać jak to naprawdę wygląda. Spojrzałam na zegarek:  12:12. Pewnie ktoś o mnie myśli- i tak w to nie wierzę. Przechodząc obok dostępnego dla wszystkich salonu zauważyłam chłopaka w dresach, z bandanką przewiązaną na ręku, bluzą  i słuchawkami. Pomyślałam: z wyglądu- boski. Ukradkiem na mnie spojrzał a ja skrępowana szybko odwróciłam wzrok i poszłam dalej. Minęłam wiele osób z którymi się zapoznałam. Szpital był wyjątkowo przyjazny jak na tego typu ośrodek. Cały czas myślałam o tym chłopaku i zastanawiało mnie dlaczego siedział tam sam. Wracając do Sali tą samą drogą niezauważalnie przemknęłam obok salonu, ale go już tam nie było. Po obiedzie wróciłam do Sali z Kamilą i Mileną – dziewczynami, z którymi dzieliłam pokój. Okazały się przesympatyczne. Następnego dnia rano zapytałam Milenę czy zna tego chłopaka.
-Nazywa się Mateusz. Prawie z nikim się nie kumpluje oprócz Damiana którego zna od podstawówki i razem tu wylądowali po wypadku.                                                                                                                            
–Czemu jest taki zamknięty w sobie?                                                                                                                            
-Tego chyba nikt nie wie poza Damianem, gadają, że ma jakieś problemy z dziewczyną.                               
Po południu poszłam na rehabilitacje do budynku obok. Siedział tam Mateusz z jakimś kolesiem, to pewnie był ten Damian.  Nie zwracając na nich uwagi udałam się w kierunku wskazanej przez pielęgniarkę Sali gimnastycznej. Przed drzwiami poczułam dotyk czyjejś dłoni na ramieniu. Gdy się odwróciłam stał tam Mateusz. Przedstawił się czule się uśmiechając powiedział czy bym z nim nie poszła na spacer po lesie obok ośrodka po obiedzie. Byłam w totalnym szoku i od razu się zgodziłam.  Umówiliśmy się 10 minut po obiedzie przed głównymi drzwiami. Byłam tak strasznie podekscytowana, że prawie nic  nie zjadłam. Szybko poleciałam się przebrać. Na nodze miałam opaskę uciskową więc nie mogłam nałożyć jeansów. Ubrałam moje ulubione dresy, czarny przylegający to a na top luźną koszulkę, która kończyła się pod biustem. Pobiegłam spóźniona po buty i wyszłam do drzwi. On już tam stał i się uśmiechnął na mój widok.     -Przepraszam, że tak długo ale zagadałam się z dziewczynami                                                                     -Spoko, nic się nie stało. Myślałem, że spóźniłaś się dlatego bo się długo szykowałaś.                                -Nie wyglądam na zbyt długie szykowanie                                                                                   -Wyglądasz ślicznie                                                                                                                        
Poszliśmy do lasu. Było cudownie. Opowiedział mi dużo o sobie z resztą ja też nie oszczędziłam szczegółów z mojego życia. Powiedział, że wszyscy sieją plotki o jego dziewczynie. Tak naprawdę jej nie ma a on nie nawiązuje przyjaźni tak szybko, ponieważ po tym co go spotkało nie potrafi szybko komuś zaufać. Dni mijały cudownie chodziliśmy na spacery, on odprowadzał mnie na rehabilitacje, spędzaliśmy ze sobą całe dnie. Tydzień po moim przyjeździe mój stan zdrowia umożliwiaj powrót do domu. Niestety musieliśmy się rozstać. Oczywiście wymieniliśmy się numerami telefonów ale sms a live to nie to samo. No ale cóż, tak bywa. Obiecał, że jak tylko stąd wyjdzie to się spotkamy. Pojechałam do domu, cały czas pisaliśmy. Martwiłam się bo nie odpisywał już od dwóch dni. W sobotni poranek do mamy zadzwonili ze szpitala. Pomyślałam, że może coś z Mateuszem się stało i dlatego nie odpisywał. Gdy moja mama odłożyła słuchawkę była cała blada i nie mogła wydusić z siebie słowa. Wtedy moje serce zatrzymało się na moment. Mama powiedziała, że natychmiast musimy jechać do szpitala.
-Ale dlaczego?! Czemu nie możesz mi nic powiedzieć?! Czemu jedziemy do szpitala, o co tu chodzi, może mi ktoś wreszcie wytłumaczyć?!
-Ubieraj się i weź swoje rzeczy, które miałaś do szpitala.
-Po co?
-nie dyskutuj tylko pakuj się i zejdź do auta .
Szybko się zebrałam i wyszłam z domu a rodzice siedzieli już w aucie. Włożyłam słuchawki do uszu i odpłynęłam z głosem Maca Millera daleko we wspomnienia. Nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy do Sopotu. Ja chodziłam nadal o kulach. Weszłam do szpitala, wtedy moja lekarz prowadząca wezwała rodziców do gabinetu a mi kazała czekać. Wtedy to się stało…. Podbiegł do mnie Mateusz. Byłam przekonana od pewnego czasu, że przestał pisać bo poznał kogoś innego w ośrodku. Łzy napłynęły mi do oczu, chciałam krzyczeć, wydusić jak bardzo mi na nim zależało i dlaczego tak długo dawał mi nadzieję na coś więcej skoro z dnia na dzień wszystko zakończył urywając wszelki kontakt. Nagle poczułam ból na całym ciele, oczy miałam zaklejone jak klejem, nie mogłam złapać oddechu, było mi zimno. Nagle poczułam jakby zimną wodę na ciele ale bolało teraz bolało tak, że nawet nie mogłam otworzyć ust, ciekły mi tylko łzy. Nagle przyszło ukojenie, odpłynęłam jak gdyby nigdy nic- zasnęłam. Obudziłam się. Myślałam, że to wszystko to zły sen. Chciałam wstać jak zawsze rano, ale nie mogłam. Poczułam czyjąś dłoń na mojej ręce. Z trudem otworzyłam oczy. Z kapturem na głowie, z worami pod oczami siedział on. Gdybym była wstanie wyrzuciłabym go stąd ale nawet nie mam siły się odezwać. Może to i dobrze? Może właśnie potrzebuje jego obecności? Chociaż w tej jednej, ostatniej chwili dopóki nie odejdzie do niej-tej nowej. Nagle podniósł głowę i zobaczył że już nie śpię. Usiadł prosto wciąż trzymając moją dłoń. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić. Jakby mój stan umożliwiał mi mowę kazałabym mu przestać i wyjść. Ale nie mogłam, nie potrafiłam nawet ruszyć ustami. Potem wyszło mi to na dobre. Przez godzinę opowiadał mi, że mu ukradli telefon a na konto na facebook’u ktoś mu się włamał i usunął. Najdłużej jednak mówił, że kocha mnie najbardziej na świecie i nie potrafi beze mnie żyć. Mówił tak, że łza spłynęła mi po policzku, nie jedna to był potok łez. Znów zasnęłam. Obudziłam się gdy za oknem było już ciemno. Nade mną stała moja lekarka. Ku mojemu zdziwieniu mogłam już mówić ale Mateusza nie było. Czy to był sen? Czy wszystko tak piękne okazało się wymysłem wyobraźni? Pani Milena <bo tak się nazywała moja lekarka> nachyliła się nade mną i zaświeciła mi latarką w oczy.
-Co się ze mną stało?- zapytałam cicho, ale na tyle głośno żeby usłyszała
-Miałaś poważny zator w nodze, który na szczęście wykryliśmy zanim stało się coś złego. Kiedy rozmawiałam o tym z Twoimi rodzicami pielęgniarka przybiegła i powiedziała, że zemdlałaś. To nie było zwykłe omdlenie, straciłaś bardzo dużo krwi i musieliśmy Cie operować. Całe szczęście wszystko poszło dobrze i wyjdziesz z tego
- Ktoś u mnie był jak spałam?
-Rodzice
-Tylko?
-Tak, a ktoś ma Cie odwiedzić?
-Nie, nie tylko pytam.
- Dobrze. A teraz odpoczywaj bo Twój organizm jest osłabiony.
Wyszła. A więc jednak..to był sen. Jak bardzo nie chciałam tego usłyszeć. No tak, w marzeniach wszystko jest możliwe. Wtedy ktoś otworzył drzwi… weszła moja mama. Powiedziała czy dam sobie radę bo ona z tatą musi jechać po resztę moich rzeczy.
- Pewnie mamo, nie denerwuj się. Wszystko będzie dobrze, nie poddam się J
Długo myślałam ale na szczęście sen przyszedł szybko. Wcześnie rano przyszła pielęgniarka podłączyć mi nową kroplówkę. Spięłam włosy i ubrałam moją ulubioną bluzkę żeby poczuć się lepiej. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi i odruchowo powiedziałam ‘proszę’ bo myślałam że to moja lekarka jak zawsze rano. Jednak się myliłam. Wszedł Mateusz. Usiadł obok mnie i spojrzał głęboko w oczy. Zapytałam czy był tu po operacji. Powiedział że tak. Chciałam krzyczeć z radości, ale tylko lekko się uśmiechnęłam.
-Dobrze, że jesteś teraz przy mnie. Wiesz, że mogłoby mnie już tu nie być? Gdyby pani Milena przyszła minutę później, nie było by mnie tu.
- Przestań. Ale nic takiego się nie stało, więc nie ma co gdybać. Ważne jest to co jest teraz. Czyli my. Jak się czujesz?
-Przy Tobie? Jakbym nauczyła się latać, czuję się jak w niebie. A Ty?
-Ja nie, nie jak w niebie
Zmieszana nie mogłam rozszyfrować nic z jego twarzy. Po chwili dodał:
- Czuje się jak trzy metry nad niebem.
-Ty zgapiaczu ! Wiedziałeś że bardzo lubię ten film !
Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Przytulił mnie mocno i powiedział że nigdy więcej nie puści. Było mi dobrze, jak nigdy dotąd. Wreszcie czułam się bezpieczna i cholernie potrzebna. Jednak moje szczęście nie mogło trwać długo bo to przecież ja , no nie? Kiedy byłam już w lepszej formie jeździłam na wózku na rehabilitacje. W czwartek kiedy pielęgniarka po mnie przyszła pojechałyśmy inną drogą, przez salon. Powiedziała, że musi jeszcze wziąć kartę innego pacjenta. Zostawiła mnie przy Kamili i Milenie i obiecała że zaraz wróci. Minęła chwila ale dla mnie trwała wieczność. Zobaczyłam tam Mateusza siedzącego z jakąś dziewczyną w naszym wieku. Była śliczna. Wiedziałam że on nie ma rodzeństwa. Myślałam że zaraz wybuchnę. Spojrzał się na mnie i wstał. Zaczął iść w moim kierunku, wtedy szybko poprosiłam Milenę żeby mnie zawiozła na zabiegi. Unikałam go przez dwa dni, ale ile można kiedyś w końcu nastąpi ten moment, że przyjdzie będzie przepraszał ale w końcu i tak się rozstaniemy. Może być tez tak, że on wcale nie żałuje tylko przyjdzie potwierdzić że to koniec.  Stało się -przyszedł. Kazał mi usiąść i nic nie mówić, nawet nie miałam kiedy bo nie dał mi dojść do głosu. Jaka ja byłam głupia. Wyjaśnił, że to jego kuzynka. Po wypadku i śmierci rodziców nie miał nikogo poza nią. Pierwszy raz się przede mną prawdziwie otworzył, opowiedział mi wszystko. Zrozumiałam dlaczego jest jaki jest. Nie powstrzymał łez. Opowiedział mi o wypadku. Mówił, że jechali autem od babci, wszyscy- jego brat, rodzice i on. Jakiś pijany student wjechał w nich i zepchnął do rowu. Przeżył tylko Mateusz, dlatego po wypadku trafił tutaj na rehabilitacje.
- Długo nie mogłem się pozbierać po tym wszystkim. Brat był dla mnie wspaniałym przyjacielem i przede wszystkim wzorem do naśladowania-był dwa lata starszy. Ale wtedy pomógł mi Damian i Klaudia-moja kuzynka. Chociaż i tak kilka razy pomimo ich wspaniałej opieki miałem ochotę ze sobą skończyć, dopóki nie poznałem Ciebie. Jesteś teraz dla mnie całym światem. Cieszę się że wreszcie mam odwagę Ci to powiedzieć. Obydwoje się rozpłakaliśmy z jednej strony z nieszczęścia jakie spotkało jego rodzinę, a drugiej ze szczęścia jakie nas spotkało że mamy siebie. Po kilku tygodniach obydwoje byliśmy w stanie wyjść ze szpitala. Mateusz mieszkał w domu dziecka. Twierdził, że w wieku 16 lat nikt nie będzie chciał go zaadoptować, jeszcze tylko dwa lata jak będzie mógł żyć na własną rękę. Przypomniałam sobie o mojej sąsiadce- Pani Wandzie. Kochałam ją jak własną babcie,  miała z 60 lat i była samotna, jej mąż zginął w katastrofie samolotu.  Któregoś wieczoru wspominała, że chciałaby zaadoptować jakieś dziecko ale starsze, bo przydałoby jej się towarzystwo i opieka na starość. Kiedy Mateusz wrócił do bidula, ja do domu poszłam do Pani Wandy, opowiedziałam jej o Mateuszu, wtedy w jej oku zabłysnął blask nadziei. Dwa miesiące później mój chłopak mieszkał dwa piętra pode mną. Byliśmy cholernie szczęśliwi i obydwoje zdrowi. Mateusz przepisał się do szkoły bliżej domu poznał wspaniałych ludzi. Obiecaliśmy sobie, że będziemy razem pomimo wszystko. A ja zaprzyjaźniłam się z Klaudią- kuzynką Mateusza. Jest cudownie, w te wakacje planujemy wraz z Kalą i Mateuszem pojechać do mojej babci na wieś.
THE END

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz